francja autostop
europa,  francja,  paryż,  tanie loty

Brudnopis z Paryża

Za wyjazd do Paryża mogę dostać tytuł AntyStopowicza roku – wzięłam ze sobą 30 euro, z czego 15 wydałam na pociąg, a 5… zgubiłam.

Ale i tak mi się podobało.

To nie była ani duża wyprawa ani wycieczka turystyczno-krajoznawcza. To nie było żadne zwiedzanie ani leżakowanie. To był kaprys, spontan, fanaberia i bunt, kiedy rzucili loty za 59zł. Wylot i powrót obejmowały dni robocze/dni nauki. Nie zapłacę czynszu, będę jeść ziemniaki z solą, ale bilety kupię, pojadę – tupnę nogą, a pojadę! Od Islandii nigdzie nie wyjechałam. Ile do cholery można siedzieć w miejscu?

***
Pojechaliśmy. Ja i Filip – kolega z kierunku. Zamiast pójść na wykład z sieci neuronowych, polecieliśmy do Paryża. Słońce świeciło, mieszkaliśmy u Polki znalezionej na Facebooku, wbrew przestrogom nikt nas nie okradł i wbrew różnym opiniom, Paryż nam się spodobał. Długo się zastanawiałam, jak ma wyglądać ten wpis i czego ode mnie oczekujecie – nie chcę robić na blogu przewodnika po Paryżu, bo po pierwsze nie po to tu piszę, a po drugie: z racji długości wyjazdu zobaczyłam zapewne 5% tego, co w stolicy Francji WARTO, TRZEBA, POWINNO SIĘ. Ale czy ja faktycznie chciałam tak robić? Mimo że przewodnik który zabrał Filip przypadł mi do gustu, bardzo podobał mi się moment, w którym po prostu pieprznęliśmy go do koszyka roweru i zaczęliśmy śmigać jak szaleni na oślep swoimi ścieżkami. Mam na studiach taką koleżankę która chodzi z torbą z napisem ‘I want to get lost in Paris’ – i ja postanowiłam zrobić tak samo.
***

piątek, 6 marca 2015

Do stolicy mody wybrałam się w starym płaszczu, idiotycznej czapce kota i dziurawych butach z Islandii. Co za różnica. Przecież to ja będę oglądać Paryż, a nie Paryż mnie.
Gdy lądowałam w Beauvais, miałam łzy w oczach. Ogarnęło mnie wtedy straszne zażenowanie i szybko przywołałam się do porządku, bo mokre oczęta są dla mazgajów, a mazgaj z cieknącym po policzkach tuszem do rzęs to już w ogóle frajer. Ale ciężko jest się nie cieszyć, kiedy znowu jest się w drodze po ponad półrocznej przerwie. Paryż jest mój, a ja jestem teraz jak dziki, podróżniczy zwierz, którego ktoś wypuścił z klatki.
Ani noclegu, ani mapy, ani planu. Jak zwykle. Dzień wcześniej prowadziłam prelekcję na Dniach Podróżnika i tak się tym przejmowałam, że kompletnie nie przygotowałam się do wyjazdu. Jak zawsze kilka godzin przed wylotem suszyłam świeżo wyprane ciuchy żelazkiem i straciłam resztki wiary w siebie gdy zorientowałam się, że nie zdążę skoczyć do kantoru. Nie wiedząc nawet dokładnie o której mam lot, pojechałam z paczką kabanosów i malutkim plecakiem na lotnisko. A co z noclegiem? Couchsurfing znowu mnie zawiódł, ja zresztą nie lubię Couchsurfingu. Zaatakowałam więc Polaków na Facebooku i dostaliśmy zaproszenie od Pani Ewy – Polki, która mieszka w Paryżu z córką. Od razu wiedzieliśmy, że Pani Ewa będzie klawa. W końcu ile znacie mam, które mają konto na Fb i zapraszają do siebie na noc obcych podróżników?
 

#1 Przereklamowany

O tym że Paryż jest brudny, przereklamowany, że śmierdzi i że w nim strzelają, naprawdę nie mogłam już słuchać. Tak bardzo potrzebowałam uciec z Wrocławia, że choćby to nie był Paryż tylko Sosnowiec, piszczałabym z radości. W sumie cieszę się, kiedy ludzie nastawiają mnie do czegoś negatywnie, a ja później pozytywnie się rozczarowuję. Nic rasistowskiego, ale naprawdę byłam zdziwiona, że w Paryżu nadal większość ludzi nie ma na głowie hidżabów. Że w Paryżu można się tanio najeść. Że Paryż jest po prostu śliczny.
 
A i do tego w Paryżu mieszkają bardzo sympatyczni Polacy. Stopując z Beauvais (90km), złapaliśmy busa na katowickich rejestracjach. Trochę nam było głupio, że to przewozy prywatne z pasażerami a my tacy spłukani, ale pan kierowca okazał się przesympatyczny, wyrozumiały, a ja czuję się zobowiązana do zrobienia reklamy – Transport Paris. I na zorganizowane wycieczki (też nocne!), i na transport.
 

Już godzinę później w ciepełku planowaliśmy wędrówkę po Paryżu, popijając wino z Panią Ewą.

 

2# Vélib’

Rower jak rower – niby żadna filozofia, ale w sumie jakoś nigdy nie udało mi się go na żadnym wyjeździe wypożyczyć. I nie płakałam z tego powodu, bo po feralnej fali złamań kilka lat temu postanowiłam trzymać się z daleka od czegokolwiek, co wymaga koordynacji ruchowej, a z czego można spaść/czym można się uderzyć/zabić.
 
Ale jeśli metro kosztuje miliony monet, łażenie na nogach boli, a Paryż usiany jest równiutkimi ścieżkami rowerowymi, to może tym razem się uda?
 
Będę ich rozjeżdżać! #gtaParis
 
 

Śmiganie po Paryżu na rowerze, pędzenie przed siebie na oślep, darcie ryja na ścieżce rowerowej w podziemnym tunelu i jeżdżenie w kółko wokół wieży Eiffla były jedną z najfajniejszych form zwiedzania, jakie kiedykolwiek sobie zafundowałam. Przez niektóre mosty przejeżdżaliśmy po kilka razy; z bananem na buzi śpiewałam sobie ‘She’s got a ticket to ride’ Beatlesów,’Frühling in Paris’ Rammsteina i jeszcze taką jedną piosenkę, o której napiszę 
za chwilę.

W sumie to cieszę się, że nie znam niemieckiego, bo przynajmniej nie byłam świadoma, że śpiewając Der Frühling blutet in Paris mówię: ‘wiosna krwawi w Paryżu’

***

Żeby wypożyczyć rower, trzeba mieć na karcie bankomatowej minimum 150 euro (w razie gdybyśmy rower zniszczyli). 24-godzinny bilet na korzystanie z roweru miejskiego kosztował nas bodajże 1,70 euro. W tej cenie mogliśmy jeździć do woli, mając jeden rower przez 30 minut. Po tym czasie naliczana jest opłata 1 euro za każdą godzinę jazdy ALE możemy po prostu nasz rower ‘przedłużyć’ o 15 minut przy jakiejkolwiek stacji, lub wymienić na inny i mieć kolejne 30 minut za darmo. Stacje rowerowe są praktycznie co chwilę więc nie ma problemu, żeby się wyrobić. Czasem jednak ciężko znaleźć wolny slot na rower i wtedy trzeba się trochę naszukać przy innych stacjach – z kolei takie jeżdżenie od stacji do stacji zazwyczaj skutkuje pięknym zgubieniem się.

Zbrodnią w Paryżu trzeba nazwać wizytę w McDonald’s. No, chyba że chodzi o darmowe wifi. Pamiętajcie – hamburgery mają naprawdę dużo gorsze od naszych, a poza tym to jak można jeść hamburgery, kiedy są bagietki i ser pleśniowy?!

 

Z rad praktycznych jeszcze 5 rzeczy:
– nie każdy ser pleśniowy przejdzie wam na lotnisku jako bagaż podręczny – Filipowi zaciumali aż dwa pyszne, śmierdzące kawałki!
– na wieżę Eiffla najlepiej wejść po schodach (4 ojro), a jak macie cierpliwość do stania w kolejkach, to z ‘piętra’ dalej można wjechać na sam szczyt bodajże za dodatkowe 10. Ale kolejki są naprawdę kosmiczne,
– z Murzynami o pamiątki targujcie się tak, jakbyście byli w Maroku (powiedziałam absurdalną cenę, policytowałam się, pokręciłam głową i zaczęłam odchodzić – od razu się zgodził! Co za frajda),
– do tego dobre info: kiedy np. jest późno albo jest smog, metro jest za darmo,
– a jeśli chodzi o zwiedzanie, to do większości atrakcji turystycznych wejście dla osób poniżej 26. roku życia jest darmowe!

Dzień Kobiet!
 
***

3# Piosenka

 
Przepycham się przez zatłoczony chodnik, niezdarnie manewrując kierownicą i dzwoniąc na pieszych. Dzikie fale turystów przelewające się przez miasto zmuszają mnie do ciągłego hamowania i częstych postojów. A ja przecież tak bardzo się spieszę! Rozjeżdżam ludzi i przepycham się, taranując ich rowerem miejskim. Nagle… Wytężam słuch. Dźwięk trąbki. Charakterystyczna melodia i szybsze bicie serca. Otępienie i przebłysk. To przecież… Nie, to niemożliwe! Znam to. Spełniło się moje małe marzenie, o którym myślałam przed wylotem. Jadąc do Paryża w życiu bym nie pomyślała, że takie zbiegi okoliczności mogą w ogóle mieć miejsce.
 
Jakie jest prawdopodobieństwo że podczas tak krótkiego pobytu w kilkumilionowym mieście będziesz przejeżdżał właśnie przez to skrzyżowanie, właśnie w tej sekundzie, w której zaczynają grać piosenkę, którą podśpiewujesz od kilku tygodni?
 

Przechodziłam przez wiele gatunków muzycznych, ale są zespoły kompletnie poza kategorią. Od jakichś dwóch miesięcy codziennie słucham po 2-3 razy cały album francuskiej grupy La Femme – ‘Psycho tropical Berlin’. Bardzo natchnęła mnie do pisania relacji z Berlina, do którego zabrałam brata. Do tego udało mi się ją usłyszeć w Paryżu, co stanowi bardzo miły łącznik pomiędzy stolicami, w których absolutnie się zakochałam.

 

 

4# Bon appetit!


My przywozimy Pani Ewie polskie smaki, a Pani Ewa robi nam typowo francuską kolację. Tym razem ślimaki naprawdę mi posmakowały – a do niedawna miałam z tym spory problem, zwłaszcza wtedy, gdy w Maroku oplułam nimi bazar.

Co śmieszne, na wyjeździe zjadłam milion krewetek, a trzy dni później we Wrocławiu na zaplanowanych wcześniej badaniach dowiedziałam się, że jestem na nie uczulona. Objawów do tej pory nie zaobserwowałam.

 

 
 

5# Cud nad Sekwaną

 
Podobno nie tylko z noclegiem i ulubioną piosenką trafiliśmy idealnie. Od kilku dni w Paryżu pogoda była paskudna, ale specjalnie na nasz przyjazd nagle zrobiło się 18 stopni i bezchmurne niebo. Do tego wieczorem trafił się tak piękny zachód słońca, że nawet rodowici, znudzeni Paryżem Paryżanie zatrzymywali się, żeby porobić zdjęcia. Aparat Filipa się rozładował, a mój robi beznadziejne zdjęcia, ale uwierzcie mi – taki krwisty zachód słońca w tak pięknym miejscu to naprawdę perełka.

(żadne ze zdjęć nie doznało obróbki)

 

 

Mieć do czego wracać

Jeżdżąc i zwiedzając staram się uważać na każde miejsce. Staram się zrobić tak, żeby nie wyeksploatować go w 100%. Bo jeśli zobaczyłabym wszystko za pierwszym razem, czy miałabym tak silą motywację, żeby chcieć tu wrócić? Żegnamy się z Panią Ewą i Dominiką, pakujemy manatki i postanawiam wydać połowę swojego budżetu na głupi pociąg, którym dojedziemy do Beuvais na lotnisko na czas. Nie chcemy marnować kilku ostatnich godzin na wyjeżdżanie z tego olbrzymiego miasta, łapanie stopa i zastanawianie się, czy nie zwieje nam samolot. Chcemy wykorzystać każdą minutę jaka została nam do wyjazdu, żeby widzieć więcej, więcej i więcej…
 
***
Jutro lecę na Majorkę. Wszystkich zainteresowanych podróżą zapraszam tutaj. 🙂

 

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *