Home office na Malcie - wynajem mieszkania

Ile kosztuje wynajem mieszkania na Malcie i co udało mi się znaleźć w budżecie, w jakim nie zmieściłabym się szukając kawalerki w Warszawie? Home office na Malcie - zapraszam na część drugą relacji!

(A jeśli nie czytaliście części pierwszej wyprawy, zapraszam pod ten link)



Przeprowadzka do Bugibby

Jeśli myślicie, że moje autostopowe podróże czy włóczęga w Azji świadczą o tym, że jestem rozgarnięta, to zdecydowanie tak nie jest - ja po prostu przestałam się przejmować, że coś mi nie wychodzi. Kiedy więc wyszłam z lotniska, wbiegłam w ostatniej chwili do autobusu, później za zgodą kierowcy jechałam bez biletu, bo zapomniałam, że nie można płacić banknotami tylko trzeba bilonem, a na sam koniec przegapiłam swój przystanek, nawet mnie to nie zdziwiło. Zanim pozbierałam swoje graty zdążyłam przejechać jeszcze dwa kolejne, aż w końcu udało mi się wysiąść. Była północ, dookoła nie było żywej duszy. Podniosłam wzrok znad porozrzucanych na chodniku tobołków, które były całym moim dorobkiem na następne miesiące. Bezchmurne niebo ozdobione było kilkoma gwiazdami, liście wysokich palm szeleściły na wietrze, a ja przestałam żałować tego, że pojechałam za daleko. Bo jak się okazało, wysiadłam nad samym morzem.


Jak na luty było ciepło, wieczorna bryza pachniała solą, a ja rozejrzałam się dookoła i choć może wydać się to przesadą, poczułam jak ogarnia mnie fala szczęścia, spokoju i ciepła. Mimo że byłam umówiona z właścicielką mieszkania, stałam tak przez dłuższą chwilę i gapiłam się na falujące łódki. Nagła różnica temperatur, poczucie, że zostawiłam za sobą wszystko, czego nie chciałam, ewakuacja z Polski, wizja spędzenia następnych miesięcy w zupełnie nowym, obcym miejscu i spełnienie ogromnego marzenia, jakim było zamieszkanie nad morzem - wszystkie te myśli wirowały w mojej głowie, a serce biło jak szalone. Byłam na maksymalnym podróżniczym haju.


Nie jestem w stanie opisać tego słowami, ale ja po prostu K O C H A M  M O R Z E!

Wynajem mieszkania na Malcie

Doczłapałam się do swojego nowego mieszkania, w którym powitała mnie Lotti, właścicielka. Oprowadziła mnie po budynku, pokazała co i jak działa, opowiedziała, gdzie w okolicy są najlepsze happy hours na drinki. Zapłaciłam 150 euro kaucji, czynsz za pierwszy miesiąc (o tym za chwilę!) i Lotti zabrała mnie do osiedlowego sklepiku. Mimo że była północ, przed sklepem kilku robotników piło najtańsze mocne z puszki, za to w warzywniaku - ruch jak w Rzymie. L. zrobiła mi cały wykład o tutejszych winach i zagadałyśmy się o podróżach. Stałyśmy tak dobry kwadrans w sklepiku wielkości dużego kiosku, oparte o półkę z żelkami, aż w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że robimy tłok i przeszkadzamy ludziom w zakupach i właścicielce w rozkładaniu towaru. W Polsce już dawno zrobiłoby mi się głupio, albo podejrzewam nawet, że ktoś by mi zwrócił uwagę, że blokuję przejście. Jakie więc było moje zdziwienie, kiedy właścicielka zamiast zwracania uwagi, zapytała czy… chcemy napić się z nią malinowego piwa. Wyjęła puszkę z lodówki i napełniła 3 papierowe kubeczki. Jeśli miałam jeszcze jakiekolwiek wątpliwości czy odnajdę się w kraju na południu Europy, to właśnie zniknęły. Życie wśród takich ludzi nie może być ciężkie.


Wixa w sklepie i moje pierwsze zakupy - kawa i wino, typowe artykuły pierwszej potrzeby


Ile kosztuje mieszkanie na Malcie?

Mieszkanie znalazłam kilka dni przed przylotem. Szukałam na Facebooku i jestem więcej niż pewna, że mimo chujowości pandemii, to właśnie trzeciej fali covida zawdzięczałam to, ile płaciłam za wynajem. Przejdźmy więc do pieniędzy, co zawsze interesuje wszystkich najbardziej - za mieszkanie z dwoma małymi sypialniami (tak, wynajęłam sama mieszkanie na 3 osoby, bo i tak było najtańsze :D), łazienką, tarasem, klimatyzacją, dużym holem i wspólną kuchnią oraz przestrzenią do pracy w części wspólnej, z wliczonymi rachunkami, pralnią, sprzątaczką, Netflixem, ekspresem do kawy i innymi bajerami, w centrum Bugibby, płaciłam 420 euro na miesiąc. Minusy: bardzo mało światła słonecznego, ale dla mnie najważniejsze było to, co potrzebne do pracy: miałam miejsce (w sumie to aż cztery) przy biurku, internet lepszy niż w domu, wyposażenie jak w biurze, a nawet tablicę na pół ściany i kredę do pisania. Czy to tanio? Dajcie znać! Moim zdaniem skandalicznie i o to właśnie chodziło, zresztą nie wyobrażam sobie siebie przepłacającą za cokolwiek. 😃


Do mieszkania wróciłam po pierwszej. Założyłam słuchawki, włączyłam latino i zaczęłam tańczyć tak, jakby nikt nie patrzył (i na szczęście naprawdę nie patrzył). Swoją drogą, to była chyba moja dwudziesta któraś przeprowadzka w życiu, więc jako weteran włóczęgi już po jakichś 2 minutach czułam się maksymalnie zadomowiona w nowym miejscu. Zastanawiała mnie jeszcze tylko jedna rzecz - kto mieszka za ścianą? Kim jest współlokator, z którym dzielę kuchnię i przestrzeń coworkingową?


Jak wyglądała moja praca zdalna z Malty? Ile mnie to wszystko kosztowało? O moich pierwszych wrażeniach z życia na wyspie, tajemniczym współlokatorze z Dubaju i o tym, czego absolutnie nie robić na Malcie napiszę już niebawem -> obserwuj mnie na Insta i na Facebooku, żeby niczego nie przegapić!

1 komentarz:

  1. Malta to bardzo ciekawy kierunek do spędzenia urlopu, ale nie wiem czy zdecydowałbym się na przeprowadzkę do tego małego kraju.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.