Zwykłe życie na Bali - dzienniki z indonezyjskiej wsi. Ser.

Ser w Azji nie istnieje. Nie mogłam więc sobie darować, kiedy zobaczyłam na sklepowej półce kostkę z napisem 'Cheddar' za całe 12.000idr (3zł). Postanowiłam zrobić europejskie śniadanie - tosty z jajkiem i serem. No bo ile można jeść ryż?


Ser Cheddar odpakowywałam niemalże z namaszczeniem. Musicie wiedzieć że kiedy mieszkam w Polsce, tonami pochłaniam te długodojrzewające, z niebieską pleśnią, brie, a naleśniki ze szpinakiem, suszonymi pomidorami i gorgonzolą to moja specjalność. Sery kroję w kostkę i jem same, oczywiście wywołując falę zgorszenia u Patryka, którego zdaniem wszystko co spleśniałe, powinno leżeć w koszu. Odkąd przenieśliśmy się do Azji, nie miałam za wiele okazji ani na zjedzenie sera, ani czekolady (mleko tu praktycznie nie istnieje - już podczas delegacji w Korei pisałam o tym, jak kombinowałam z dostawami Milki).

Cheddar Prochiz
Mój błąd, że tym razem nie przeczytałam składu. Nieświadoma tego co zastanę, zaczęłam odwijać folię. Ser nagle pokruszył się i połowa wyleciała na ziemię. Kostka wyglądała jak wykonana z plastiku. W smaku nie przypominała nic, no chyba że taki bardzo ubity, twardy serek topiony z Tesco za 99gr. Niezrażona spróbowałam ją pokroić w plasterki i położyłam na grzanki. Dla eksperymentu wrzuciłam kawałek na rozgrzaną patelnię - co jak co, ale ser powinien się stopić albo chociaż przypalić. Mój 'cheddar' nawet nie drgnął. Leżał tak jak wykonany z gumy z domieszką plastiku.

Dopiero później zauważyliśmy, że w sklepach ten ser nawet nie leży w lodówce, tylko na ladzie przy kasach! Jest cheddar w plasterkach, w kostkach o różnej gramaturze. Matko, co za ściema.


Pepito
Niedawno dowiedzieliśmy się, że przy głównej drodze jest Pepito Market. Wiecie, taka tutejsza Alma, tylko jeszcze nie zbankrutowała. Klientela to 100% biali (żaden normalny Indonezyjczyk nie chodzi do takich fancy sklepów). Na półkach znajdziecie m.in. wino (od 30zł), tort czekoladowy (80zł), sosy do spaghetti, makarony, niemiecką czekoladę (20zł), świeży chleb (9zł), stoisko z serami (od 100zł/kg), salami (75zł/kg), 8 różnych rodzajów oliwek na wagę. Czy podane ceny są wysokie? I tak, i nie. Z jednej strony - jak na Indonezję, ceny są astronomiczne. Za te pieniądze możecie żywić się na mieście przez tydzień. Z drugiej strony jednak w wielu europejskich krajach i tak jest drożej, więc biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy na drugiej półkuli i te towary przejechały kilkanaście tysięcy kilometrów, szybko uznaliśmy, że to dobry deal i nam się po prostu należy.

Grana Padano jadłam już z prawdziwym namaszczeniem. Mało brakowało, a wchłonęłabym go z folią.




Ja szczęśliwa jak się najem.

Kocham Azję, ryż i nasi campur, ale do Pepito zdecydowanie jeszcze zawitam. Chociażby po mozzarellę i wino.

1 komentarz:

Obsługiwane przez usługę Blogger.