Zwykłe życie na Bali - dzienniki z indonezyjskiej wsi. Ramadan.

Wczoraj zaczął się ramadan, o czym przypomniałam sobie dopiero wtedy, kiedy zrozpaczona biegałam po swojej wsi i zastanawiałam się, gdzie jest jedzenie. Wszystkie moje miejscówki z tanią szamą były pozamykane. Intrygujący był też fakt, że każdy sprzedawał na ulicy jakiś dziwny kompot w plastikowych kubeczkach.



O zbliżającym się muzułmańskim święcie kompletnie zapomniałam, ale nie przejęłam się tym zbytnio - przecież jestem na Bali, które jest akurat hinduistyczną wyspą. Dopiero później dowiedziałam się, że mimo wszystko z szacunku do muzułmanów, ludzie i tutaj starają przestrzegać ich zasad. Może to dlatego tak dawno nie trafiła mi się wieprzowina w żadnej knajpie?

(swoją drogą słyszeliście, że niemiecki dziennikarz Eren Guvercin stwierdził, że ramadan to stary niemiecki zwyczaj i jest popularniejszy niż Oktoberfest?)

W tym roku ramadan trwa od 16 maja do 14 czerwca. Co to oznacza? Od świtu do zmierzchu trzeba wstrzymać się od jedzenia, picia, palenia tytoniu i pewnych uciech cielesnych. Gdzieniegdzie na sklepowych półkach pojawia się świąteczna edycja Coca-Coli - z gwiazdkami i półksiężycami na etykietce. Wiele knajp jest zamkniętych, ale po południu wzmaga się ruch i gdy z meczetów słychać śpiew kończący post, rozpoczyna się jedzenie, a właściwie obżarstwo. Pamiętam to z Turcji. Wygłodniali ludzie przejadają się do późnej nocy - wiele osób zmienia tryb życia tak, aby mieć trochę więcej dnia po zmierzchu.


Dziś po południu nie miałam za dużo czasu więc nie myślałam ani o ramadanie, ani o kompocie, tylko o tym, że byłam głodna, a nie było co jeść - mimo że ulice były pełne ludzi. Moja przerwa obiadowa kończyła się, więc szybko wróciłam do laptopa. Wiecie co godzinę później wyskoczyło mi na Fb? Wpis jakiejś dziewczyny o tym, jak przyrządzić... kompot na ramadan! Co prawda w Turcji, ale rozwiało to moje wszelkie wątpliwości, skąd go tyle na ulicach - to podobno świąteczny przysmak muzułmanów. Jutro koniecznie spróbuję co to za cudo.

Ogólnie słyszałam, że na wyspach takich jak Bali ramadan szanuje się tylko przez kilka pierwszych dni. Mam cichą nadzieję że tak też będzie, bo nie lubię objadać się na noc, a tym bardziej głodować w dzień. A moja knajpa z nudlami i kurczakiem za 2zł już drugi dzień zamknięta!

Dziś ostatecznie do domu wróciłam z papają.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.