Century eggs: czarne jajka w różowych skorupkach.

Stuletnie jaja, czyli century eggs, to moja Wielkanocna wpadka, o czym pisałam już tutaj. Czytając jednak o tym przedziwnym daniu utwierdziłam się w przekonaniu, że zamiast wybór różowych jajek nazywać pomyłką, może po prostu ogłoszę swoim przypadkowym odkryciem?



Cena

W Tajlandii zapłaciłam za nie około 4,5zł za 4 sztuki. Kupowałam w supermarkecie, są powszechnie dostępne.

Pochodzenie

Potrawa wywodzi się z Państwa Środka, więc jeśli zastanawiasz się, co zjeść w Chinach i nie jesteś wrażliwy na dziwne konsystencje i zapachy dań, to śmiało. Stuletnie jaja są popularne również w sąsiednich krajach. Mogą być przepiórcze, kacze, gęsie. Ja kupiłam akurat jajka kurze będąc święcie przekonana, że to zwykłe różowe jajo idealne na wielkanocne pisanki.

century eggs, stuletnie jaja, stuletnie jajka, chiny jajka, co zjeść w chinach, co zjeść w azji, różowe jajka, czarne jajkaJak wygląda?
Stuletnie jajko ma żółtko w kolorze ciemnozielonym lub szarym, które jest kremowej konsystencji i o wyrazistym smaku (przez obecność siarkowodoru i amoniaku).

Białko natomiast było dla mnie wielką zagadką - ma czarną barwę i strukturę takiej półprzezroczystej galaretki, jest lekko słone.

Proces

Wyobraź sobie zwykłe jajka umieszczone w szczelnie zamkniętym pojemniku razem z mieszaniną gliny, popiołu, soli, wapna palonego i łusek ryżowych.

Okej, brzmi dobrze.

Glina twardnieje wokół jaja, dzięki czemu to nie zepsuje się. Mikstura wywołuje proces gaszenia wapna, w wyniku czego jaja nagrzewają się, a później stygną. W zamknięciu jajko pozostaje na czas od kilku tygodni, do kilku miesięcy. Jak pewnie możecie się domyślać, według koneserów im starsze, tym lepsze.

century eggs, stuletnie jaja, stuletnie jajka, chiny jajka, co zjeść w chinach, co zjeść w azji, różowe jajka, czarne jajka

Podanie

Jajka można jest solo lub jako dodatek. W niektórych regionach Azji podawane są z kawałkami marynowanego imbiru, w Szanghaju natomiast - z tofu. Niektórzy Chińczycy gotują je jako papkę ryżową z dodatkiem wieprzowiny. Na uroczystościach serwuje się je jako zakąskę; występuje też w street-foodowej wersji 'na patyku'.

Stuletnie jaja - zdrowie

W porównaniu do zwykłego jajka, te stuletnie uważane są pod kątem wartości odżywczych jako 'ulepszona wersja'. Bogactwo witamin A, B2, B12, D i mikroelementów (żelaza, selenu, fosforu) sprawia, że są stosowane w chińskiej medycynie ludowej, a także jako afrodyzjak. Ponoć regularne spożywanie obniża ciśnienie krwi, poprawia apetyt, a także korzystnie działa na wzrok i pracę wątroby. Jajka stuletnie są trochę bardziej kaloryczne, natomiast zawierają więcej białka i mniej węglowodanów.

Uwaga!

Do kontrowersji doszło kilka lat temu, kiedy ujawniono, że wielu chińskich producentów używało metali ciężkich do przyspieszenia produkcji stuletnich jaj. Dlatego też od tego czasu na pudełkach renomowanych marek zobaczyć można czasem naklejki z napisem 'bezołowiowe'.

Moja recenzja?

To bardzo subiektywna opinia, bo stuletnie jajka kupiłam zupełnie przez przypadek i spotkało mnie nie lada rozczarowanie - była Wielkanoc, a ja miałam ogromną ochotę na 'tradycyjne' śniadanie. Możecie więc sobie wyobrazić moją reakcję, kiedy w niedzielny poranek, obierając różową skorupkę, zobaczyłam w środku czarną, cuchnącą galaretę.

Jestem bardzo tolerancyjna jeśli chodzi o dziwne jedzenie (w końcu mało kto lubi duriana :D), ale dziwna konsystencja zarówno białka, jak i żółtka, totalnie mnie pokonały. Zapach też nie był przyjemny, choć w porównaniu do struktury potrawy, nie sprawiał mi jakichś problemów. Ostatecznie z kwaśną miną dosłownie dziubnęłam dania, choć drugi kęs wylądował już w koszu.

Oczywiście jestem zdania, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować, ale jeśli chodzi o stuletnie jaja, to degustację ograniczyłabym do minimum - no, chyba że ponad smak potrawy stawiacie jej wartości odżywcze!

4 komentarze:

  1. Gdzieś mi się to już rzuciło w oczy, być może w Chinach. Tak jak jestem otwarta na nowe smaki tak tym razem mówię stanowcze NIE ;) Jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jednak jest nieświeże... Brawo za odwagę i spróbowanie, ja bym wyrzuciła haha

    OdpowiedzUsuń
  2. O masz, ja się zawsze bałam tego wynalazku, bo zarówno wygląd jak i opinie mnie odpychały. Ale musze się kiedyś przemóc i spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  3. O fuuu! Podziwiam Cię z całego serca, bo ja tym tego dania za żadne skarby świata do ust nie wzięła, pomimo ich "cudownych właściwości" ;-) Już sam widok takiego jaja przyprawia mnie o mdłości. Jeszcze jakby do tego dołączył zapach, ojoj rzy^%%$%e murowane! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż dziwne, że nigdy ich nigdzie w Azji nie spróbowałem, ale... chyba mnie zachęciłaś XD

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.