Autostopem przez Izrael.


Widok karabinów i baczne spojrzenia izraelskich żołnierzy trochę mnie uciszają. Wychodząc z lotniska widzę plastikowe figurki zwierząt usadzone na drzewach i mur z drutem kolczastym dookoła siebie. Jak się stąd wychodzi? Znajdujemy wzrokiem bramę i trochę niepewnie, jakby zaraz ktoś miał mnie zastrzelić, przechodzimy przez drzwi które otwiera nam strażnik.

Izrael za 56zł | Część 1

Witaj Izraelu! Bezkresna pustynio, piachu, czerwona skało spalona słońcem. Dookoła cisza, pustka, dziwnie. Jedyne auta jakie widzimy stoją na parkingu i są przykryte grubą warstwą kurzu. Nie zapowiada się, żeby ktoś w najbliższym czasie jechał drogą po której idziemy. Musimy dojść do skrzyżowania, na którym pewnie stoi już 15 innych par łapiących stopa. Jak my stąd wyjedziemy?

Hajfa
Ruszamy trochę szybciej żeby dogonić naszą grupę i dowiedzieć się, czy faktycznie mamy zamiar jechać dziś nad Morze Martwe. Idąc w stronę głównej drogi słyszymy za sobą podjeżdżające auto. Zwalnia koło nas i zza opuszczonej szyby wygląda kobieta z burzą wiśniowych loków. Chce nas zabrać na stopa, a wiecie dokąd jedzie? Do Hajfy. Wiecie gdzie jest Hajfa? Na drugim końcu kraju. I tak oto, nawet nie łapiąc stopa, po 5 minutach pobytu w Izraelu trafia nam się złoty strzał.

Oczywiście nie jedziemy do samej Hajfy, ale decydujemy się jechać wspólnie połowę trasy, a następnie odbić na wschód. Z Ovdy do morza Martwego mieliśmy prostą drogę - słynną, najniżej położoną na świecie autostradę 90, ale wychodząc z założenia że wszyscy stopowicze będą tamtędy jechać, decydujemy się nadrobić kawałek i jechać szybszą trasą.

czy ktoś mi poleci jakiś lepszy program niż Paint? :D

Mój mały sekret
Pierwsze widoki z Izraela nie rozczarowują mnie - wprawdzie byłam na to przygotowana, ale i tak zdziwiłam się widząc manewry wojskowe i czołgi jeżdżące pośrodku pustyni. Mknąc przez ognistoczerwone kaniony i przyglądając się pustyni ciągnącej się aż po horyzont, wpadamy w zachwyt razem z naszą panią kierowcą, która co prawda widzi to na co dzień, ale mówi że te kaniony cały czas zachwycają ją tak samo (i każe mi zdjąć okulary przeciwsłoneczne, żebym lepiej widziała kolory Izraela). Niestety po całonocnej jeździe pełnej adrenaliny (te wycieraczki!) i niezbyt wygodnym locie, urywa mi się film. Z ciężkimi powiekami budzę się kawałek dalej i... wiecie, piszę bloga od dawna, ale nigdy się do tego nie przyznałam. Otóż wyobraźcie sobie, że przejechałam ponad sto tysięcy kilometrów autostopem, ale prawda jest taka, że od najmłodszych lat cierpię na chorobę lokomocyjną. Tak, wiem - hohoho jakie to śmieszne. :D Trochę już z tego wyrosłam, ale czasami nadal mój błędnik się gubi, zwłaszcza kiedy droga prowadzi przez nadmiar zakrętów w jakichś kanionach, a ja nic od wczoraj nie jadłam. Przez resztę wspólnej podróży staram się nie porzygać i tylko czekam na moment, kiedy opuszczę auto.

Decydujemy się wysiąść na autostradzie w mieście Beer Szewa, czyli właśnie przejechaliśmy 190km, a zostało nam jeszcze 110km. Przeskakujemy szybko na polną drogę i idziemy w stronę trasy biegnącej na wschód.

Jak znaleźć tanie loty? -> Poradnik

Martwiliśmy się powoli zachodzącym słońcem, ale wbrew naszym obawom drugiego stopa łapiemy w jakieś 30 sekund. Zatrzymuje się rozklekotany busik, a w nim młoda Izraelka. Cały samochód wygląda jak kosz na śmieci i odsuwając skórki po mandarynkach z podłogi, siadamy z przodu. Jedziemy prawie do samego Morza Martwego! Po tej podwózce zostanie nam tylko kawałek odbić na północ.

Przez następne 70km dyskutujemy o poczuciu przynależności do kraju - dziewczyna opowiada nam o tym jak pracuje w szkole w ramach inicjatywy prowadzonej przez rząd. Szkoła jest dosyć niezwykła, bo tylko 3 godziny są przeznaczone na naukę z książek. Kolejne natomiast to pielęgnacja ziemi, uprawy, szkolenia terenowe. Jeśli przez tyle lat pragnęliśmy mieć swój kraj i w końcu mamy swoją ziemię, musimy szanować każdy jej kawałek, nie możemy dopuścić żeby na terenach przygranicznych nie działo się nic. W przeciwnym wypadku ktoś może zechcieć nam tę ziemię zabrać. No, w kwestii Izraela rozmowa o tożsamości narodowej i w ogóle istnieniu tych granic jest sprawą dyskusyjną, ale z uwagą słucham punktu widzenia zagorzałej patriotki.

To, co zdziwiło mnie najbardziej, to drugi raz usłyszane zdanie 'a kiedy byłam w wojsku...'. Wcześniej usłyszałam je od poprzedniej pani kierowcy, ale nie do końca załapałam, że w Izraelu służba wojskowa jest obowiązkowa zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet. Wiek poborowy wynosi 17 lat, a regularna służba trwa 2-3 lata. Na chwilę wyobrażam sobie siebie jako nastolatkę w izraelskiej szkole średniej. Mając dwie ręce i dwie nogi, nie będąc mężatką i nie odmawiając służby z powodów religijnych, każda dziewczyna dostaje do ręki karabin, desanty, no i spodnie moro. Hm. Przyglądam się dziewczynie za kierownicą. Niby jest podobnej postury, też ma burzę loków i kolczyk w nosie, ma drobne dłonie i na pozór uśmiecha się jak każda młoda laska ale wiem, że gdyby chciała albo miała powód, złamałaby mi nos czy nawet kark jednym ruchem ręki. W sumie nie ma co się dziwić - w końcu taka krav maga wywodzi się właśnie z Sił Obronnych Izraela. Mimo wszytko już do końca wyjazdu będę patrzeć na szerokie ramiona kobiet z nutą podziwu.



Autostop w Izraelu
Zawsze kiedy słyszę że stop w danym kraju działa fantastycznie, podchodzę do tego z rezerwą. W kwestii Izraela nie da się jednak ukryć, że pomimo średniego ruchu na niektórych drogach na południu kraju, jeździło nam się fantastycznie. Co prawda początkowo widok kierowcy z bronią przy pasku wprawiał trochę w konsternację, ale z biegiem czasu widok pistoletów i karabinów zaczął działać na mnie dziwnie uspokajająco i - paradoksalnie - patrząc na uzbrojonych ludzi, czułam się bezpieczniej.

Stop w Izraelu był dla mnie o tyle ciekawy, że praktycznie 3/4 ludzi zna angielski w stopniu komunikatywnym, a historie usłyszane bezpośrednio od mieszkańców kraju są bezcenne. Izrael zresztą jest na tyle burzliwym i ciężkim do rozmów miejscem, że jeżdżąc z różnymi ludźmi - Palestyńczykami, Izraelczykami czy przybyszami z Rosji czy Stanów, można usłyszeć wiele różnych wersji wydarzeń. Z całą pewnością autostop w tamtejszych terenach nie będzie dla Was nudny.

Dla mnie Izrael pod względem udogodnień dla backpackersów jest o tyle istotny, że w zasadzie był to pierwszy autostopowy wyjazd dla Patryka. Wiedziałam że od tego zależą wszystkie nasze przyszłe podróże. Czy będziemy stać dłużej niż 2 minuty? Czy spanie w namiocie będzie mięciutkie czy niewygodne? Czy prysznic plażowy i pasztet podlaski na śniadanie spełnią wymagania mojego lubego? Izrael pozytywnie mnie zaskoczył!

Wzgórza
Staliśmy na końcu zatoczki obok przystanku autobusowego i paliliśmy ostatniego papierosa. Jest już noc, nic nie jeździ. Niebo nad nami było czarne i rozgwieżdżone. Odwróciłam się powoli i rozejrzałam dookoła. Za nami rozciągały się surowe, skaliste wzgórza Jordanii. Kilka skupisk porozrzucanych za brzegiem światełek to przygraniczne miasta. Nieco bliżej, też gdzieś w tej czerni, dało się dojrzeć gładką taflę lustra odbijającą światło miast i księżyca. Morze Martwe. Mój Boże. Od kilkunastu miesięcy żyję w pośpiechu i stresie, a teraz przyjechałam na kilka dni stać się znowu podróżniczką. Utknęłam na izraelskim pustkowiu i być może będę musiała tu nocować. Jestem tuż obok kraju, który brzmi dla mnie egzotycznie. Pierwszy raz od dawna czuję, że nigdzie się nie spieszę. Biorę głęboki wdech chłodnego, grudniowego powietrza. Jest mi po prostu przyjemnie.

Czytelniku! Ogarnij to proszę. :)

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.