Nie idź na studia.

Zawiozłam papiery na Politechnikę Wrocławską a później zaczęłam przygodę z autostopem. Gdybym wyruszyła w podróż chociaż miesiąc wcześniej, pewnie nigdy w życiu nie policzyłabym żadnej całki i siedziałabym teraz gdzieś na mongolskich stepach. W końcu mało to osób robi gap year?

Najlepiej taki, który nigdy się nie kończy.


nie idź na studia, gap year, gap year podróżowanie, studia podróżowanie, dlaczego warto zrobić gap year

Często pytacie mnie, jak pogodzić studia z podróżowaniem. Na przykład taką Automatykę i Robotykę na wydziale Elektroniki. No bo umówmy się, jak studiujesz zaocznie na Wyższej Niepublicznej Szkole na przykład Muzykę w supermarketach, to nie masz pewnie problemu gdy opuścisz jakiś... miesiąc zajęć. Zazwyczaj jednak dostaję takie wiadomości: 'Emi, studiuję mechatronikę. Jestem jedyną dziewczyną na kierunku i całymi nocami coś liczę. Kiedy mam jeździć stopem?'

A ja wtedy gapię się tym swoim tępym wzrokiem w monitor i myślę, co by tu odpisać.

Cholera. Nie wiem, Sama nie wiem, kiedy mam jeździć.

Trochę inaczej.
Tak, to prawda. Studiuję i pracuję (teraz już tylko dorywczo), mimo że pewnie wszyscy patrząc na bloga mają takie wyobrażenie, jakbym miała wieczne wakacje. Nad moim łóżkiem wisi kolekcja zdjęć z autostopowych wyjazdów i wzór na równanie oscylacyjne. W otwartych zakładkach w przeglądarce przeplatają się internetowe przewodniki po Azji i tutoriale do tworzenia gier w Unity. Czy da się pogodzić naukę i częste wyjazdy? Ciężko mi określić, jak bardzo mi to wychodzi, ale biorąc pod uwagę fakt że nie wyrzucili mnie jeszcze z uczelni i dają mi nawet stypendia - chyba się da...

Przy okazji tego wpisu chciałabym rozwiać wątpliwości i zdementować plotki, jakobym rzuciła studia. Byłoby brakiem szacunku do własnego czasu, gdybym 2 miesiące przed obroną inżynierki zrezygnowała z czegoś, na co poświęciłam 3 lata życia.


Na święta nie wrócę!
Może to zabrzmi banalnie, ale: jak się bardzo czegoś chce, to czas zawsze się znajdzie. Na przykład taka Wielkanoc - jak się uprzesz, to i tydzień wolnego wyciśniesz! Wszystkich Świętych, 11. listopada, później przerwa świąteczna aż do Trzech Króli. Weekend majowy. Boże ciało - wolne od środy po południu do niedzieli! Ferie zimowe. 15 sierpnia. Nie wiem, nie znam chyba więcej świąt, ale polecam przekartkować kalendarz. Widzisz? Tu sobie zrobisz długi weekend, tam raz opuścisz zajęcia. To nie jest tak, że trzeba zawalać semestr, wręcz przeciwnie. Trzeba się spiąć.

Czasem żeby móc wyjechać, koczowałam tydzień wcześniej na uczelni i chodziłam na wszystkie zajęcia innych grup czy konsultacje, tłumacząc się prowadzącym, jak bardzo zależy mi na tygodniu wolnego. To wszystko naprawdę da się zorganizować.


Najpierw zrób, później pomyśl.
Są też metody bardziej ryzykowne. Lecąc zimą do Maroka postanowiłam najpierw kupić bilet, a później się zastanawiać, czy będę mogła wyjechać. Idąc na kolokwium z przetwarzania sygnałów wiedziałam, że jeśli nie zdam w terminie zerowym, nigdzie nie polecę. Nażarłam się kilograma stresu, śliwek w czekoladzie, zamknęłam się na dwa dni w pokoju. I zdałam.

Sama uznałam, że presja podziała motywująco. Pewnie gdybym jej nie czuła, poprawiałabym ten egzamin przez cały luty.

Zaliczając wszystko w zerowych terminach, można zyskać miesiąc wolnego!


A po co to, na co to.
Studia chciałam rzucić już jakieś 9283726188 razy. Dlaczego ich nie przerwałam? Po pierwsze, jakiś głos rozsądku nakazywał mi wytrwać do inżyniera i dopiero wtedy realizować swoje pasje. Żebym miała jakiś plan B, gdybym naprawdę nie została podróżniczką na pełen etat i musiała kiedyś wrócić do normalnego życia i pracy. O dziwo, polubiłam to co robię.

Po drugie, prawie zawsze udaje mi się dostać stypendium. Naprawdę polubiłam to, co robię...



Nie idź n...
nie!!! Właśnie że idź, idź na studia! Znam kilku takich, którzy zrobili sobie gap year i tak im już zostało. Znam kilku takich, którzy mówili, że w życiu sobie poradzą i jakoś to będzie. Są raczej menelami z pięknymi wspomnieniami i absolutnym brakiem pomysłu na przyszłość.

Studia to nie jest czas stracony. Studia to wiedza - nawet jeśli w tym momencie dla Ciebie jest bezużyteczna, a dyplom 'to tylko papier', to te z pozoru niepotrzebne rzeczy są dożywotnim zabezpieczeniem. Bo warto mieć fach w ręku. Warto mieć alternatywę. Każde studia czegoś uczą. Wszystko zależy od nastawienia. A pasja?

Jeśli coś jest prawdziwą pasją na której Ci zależy, to zawsze znajdziesz na to czas.


10 komentarze

Gap year jest gap yearem tylko w tedy, gdy się planuje iść na konkretne studia po nim. Miałam przerwę między liceum, a studiami i nie żałuję. Ale wiedziałam, że po tej przerwie na 100% składam papiery na studia.

Reply

Jasne że jak się ma wystarczająco samozaparcia, to na studia się pójdzie - i bardziej z przyjemnością, niż poczuciem że tak trzeba, bo idą wszyscy. Ja niestety wśród znajomych podróżników zauważyłam, że jak już zrobią przerwę i wyjadą, to z reguły nie wracają. : p

Reply

w 100% się zgadzam! Ze mnie się śmieją,że studiuję turystykę i rekreację na AWF, bo co ja z tego będę miał i co po tym robił, a w sumie to się ciesze,że rzuciłem polibudę na rzecz AWF na który zawsze mnie ciągnęło... studiów jeszcze nie skończyłem (ostatni rok mgr), ale na licencjacie porobiłem sobie kursy w ramach zajęć i to za darmoszkę, gdzie normalnie musiałbym zapłacić około 2000+ zł za każdy, gdybym chciał je zrobić w zewnętrznej firmie... mam fach w ręku, który jest przyjemny i pożyteczny, jak to się mówi "hajs się zgadza" do tego stypendium i da się odłożyć troszkę grosza na wyjazdy czy sprzęt :) Do tego mam zajawkowych wykładowców, którzy sami kawał świata zjeździli i swoje przeżyli - zawsze doradzą czy pomogą przy planowaniu podróży, ba nawet zarażają swoją pasją innych.
Studiowanie dla samego studiowania jest bez celu, więc jeśli kogoś cisną rodzice idź na medycynę, zostań lekarzem to nie ma najmniejszego sensu jeśli dana rzecz nas nie kręci, bo marzy nam się kariera np. muzyka - ani nie będziemy dobrymi lekarzami, ani dalsza praca nie sprawi nam przyjemności. To musi nas kręcić, musi nas korcić żeby samemu pogłębiać wiedzę w danej dziedzinie. Jeśli ktoś ma pasję - w moim przypadku jest to podróżnicza pasja i pomysł na siebie to dzięki takim studiom, które go kręcą i chce uczęszczać na zajęcia to da sobie rade w życiu :) Liczy się pomysł na siebie i samozaparcie.
P.S TiR to nie jest obijanie się i leżenie plackiem jak to się niektórym wydaje :P Biomechanika, anatomia (np. znajomość wszystkich mięśni i ich przyczepów), fizjologia... to tylko garstka przedmiotów, które trzeba zaliczyć, więc nie jest tak kolorowo jak się wydaje, ale warto! :)
Ale się rozpisałem :O
Pozdrawiam Bartek z tripciakglobus.blogspot.com / #gladiatortripuje

Reply

Przepraszam za stylistykę, ale w zatłoczonym pociągu ciężko się skupić :P

Reply

Przekaz jasny - dobrze że robisz coś, co lubisz. : D Ja sama myślę nad rozpoczęciem dietetyki po powrocie z Azji! Kompletnie oderwane od robotyki, ale naprawdę mnie to interesuje.

Pozdrawiam i powodzenia! : )

Reply

Przeczytałam, odetchnęłam z ulgą.. - teraz tylko wprowadzać plany w czyn! I trzymam kciuki!

Reply

Ojoj, ja podróżowanie zaczęłam po studiach, w trakcie pracy i jest równie ciężko, chociaż ponoć są pieniądze (ponoć, bo zawsze za mało). I ku mojemu zdziwieniu da się wyszarpać dwa dni wolnego a to już cztery z weekendem. Dzisiaj wsiadam w pociąg w Bieszczady! (15h jazdy) by spełnić swoje marzenie :)

Reply

Sama prawda!!! Dobrze prawi - polać jej ;)

Reply

Zgadzam się z Tobą w 100 procentach! Jeśli ktoś chce i się uprze, to da radę przecież podróżować i studiować bez względu na to, na jakim kierunku się znajduje. Są wolne tygodnie po sesji, święta, weekendy. Wiadomo, że bez szału wyjazdu na miesiąc, ale dodatkowo może w zamian pomyśleć na przykład o Erasmusie. To też pewien rodzaj podróżowania, bo przecież co zobaczy i przeżyje, to należy do niego. Ja kończę teraz magisterkę (tzn. czekam już tylko na obronę),a w głowie i przed sobą porozkładane mam mapy i zastanawiam się gdzie jechać, bo wiem, że po pięciu latach coś mi się jednak należy od życia i jak nigdzie nie pojadę, to zwariuję :D
Pozdrawiam!

Reply

Bardzo mądrze! Studia to studia i to, czego się nauczymy, nikt nam nie zabierze. Z gap year jest trochę tak, że jak się poczuje ten "zew wolności", to ciężko wrócić do takiego normalnego trybu życia. Erasmus jest dobrym wyjściem - wciąż studiujesz, ale sporo podróżujesz, więc siłą rzeczy robi się taki "gap eyar od normalności". Ja zafundowałam sobie właśnie jeden gap w postaci Erasmusa, a drugi... Już po skończeniu studiów. Urlop na pisanie magisterki - z jednej strony pomysł ekstra, z drugiej - całkowicie brakuje mi polotu i mobilizacji do pisania... ;)

Reply

Prześlij komentarz

.