Recenzja książki Patryka Świątka "Dotknij Boga".

(Wpis powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Znak.
Fragment książki dostępny jest pod tym adresem.)

***

Można wyruszyć w podróż z dnia na dzień, wziąć wszystkie oszczędności, wyjść z domu bez większej refleksji i jechać przed siebie po przygodę, zabawę, odrobinę szaleństwa. Znacznie trudniej jest wybrać się w poszukiwaniu konkretnych miejsc - gdy pozostają one w ukryciu i są niedostępne, ludzi - gdy szukamy tych, którym zostało tylko szczęście oraz kościoła ubogiego - w dobie medialnej nagonki i kryzysu.

Patryk Świątek, jako doświadczony autostopowicz, podróżnik i współautor bloga Paragon z podróży, po czterech miesiącach przygotowań postanowił wyruszyć w niecodzienną podróż w poszukiwaniu dobra. Aby łatwiej wejść w środowisko ludzi ubogich i mocniej cieszyć się z otrzymanej po drodze pomocy, zrezygnował z zabrania ze sobą jakichkolwiek pieniędzy. Ogromna wiara i wytrwałość towarzyszyły mu przez 1,5 miesiąca pielgrzymowania między przeróżnymi zakątkami Polski, o których istnieniu i zakresie działalności większość z nas pewnie nie ma pojęcia.

"Dotknij Boga" to zbiór poukładanych historii z niezapowiedzianych wizyt autora we wspólnotach świeckich i zgromadzeniach zakonnych. Błyskotliwy młody chłopak, zawodowy włóczęga i eksplorator, mimo wyjątkowych warunków podróży szybko pokonuje wstyd i opór przed wejściem między tych, którzy odrzucając dobra materialne i typowe, wygodne życie, postanowili w pełni zaufać Bogu. Przebywając w tych miejscach z przestępcami, bezdomnymi, chorymi, uzależnionymi, czasem z niepełnosprawnymi i porzuconymi oraz z ich opiekunami - wolontariuszami, dla których największym szczęściem jest pomoc bliźniemu, poznajemy od podszewki warunki życia i rygorystyczne zasady 'domów zamkniętych'. Mimo że historie, charaktery, sposób w jaki opisywane osoby dotknęły dna i próbują się od niego odbić są zupełnie różne, wszystkie te osoby łączy jedno - uratowała je wiara. Ich własna, a także wiara ich opiekunów w to, że duszę też można naprawić.

Książkę czyta się szybko - przede wszystkim dzięki lekkiemu językowi (choć przyznam szczerze, że moim zdaniem druga połowa książki wypada nieporównywalnie lepiej). Opisy są dokładne, a Patryk bardzo wnikliwy. Dostrzegając najdrobniejsze szczegóły otaczającego go świata i przenikając do głów spotkanych na drodze ludzi, buduje bardzo dokładną scenerię, oddając jednocześnie wyjątkowy nastrój opisywanych wydarzeń. Czasem historie są do bólu proste - rozmowa z bezdomnym czy widok popijającego spirytus alkoholika to przecież nie jest widok z krańca świata. Sami codziennie mijamy wiele ludzkich tragedii, niestety, nie zawsze chcemy je dostrzegać. Kolejny punkt za ogromną odwagę - większość z nas boi się choćby spojrzeć na ludzi z problemami, niepełnosprawnych. Innych. A co dopiero wejść w interakcję z nimi! Patryk nie ma zahamowań by nawiązać rozmowę, zbudować więź, pomóc w najprostszych czynnościach. Stara się zrozumieć - nie ocenia innych na podstawie przeszłości i popełnionych błędów. Liczy się tu i teraz: determinacja, konsekwencja w dążeniu do celu i ogromna wola walki ze swoimi słabościami.

Czym jest Cenacolo? Którzy zakonnicy kryją się w zrujnowanych śląskich kamienicach? Czy da się funkcjonować we współczesnym świecie, nie używając pieniędzy?

Odpowiedzi na te pytania, a nawet i jeszcze więcej, naprawdę warto znać - przynajmniej dlatego, że wszystkie te niesamowite rzeczy dzieją się obok nas. Temat kościoła ubogiego jest fascynujący i nieznany. Imponuje prostotą, wytrwałością i pokorą; wyrzeczenia motywują do pracy nad samym sobą. Sama kilkakrotnie miałam okazję się o tym przekonać, przede wszystkim organizując akcję Zostań Świętym Mikołajem. Ale również podczas jednej z autostopowych wypraw z daleka od kraju, kiedy to trochę z nudów, trochę z ciekawości, a trochę z tęsknoty za normalnym noclegiem, postanowiłam razem ze znajomym ot tak sobie wprosić się do klasztoru. Pamiętam jak dziś ten dziwny stan i niesamowitą radość i niedowierzanie, kiedy zostaliśmy ugoszczeni skromnym, ale w końcu domowym obiadem, mieliśmy okazję porozmawiać zza krat z przedstawicielami zakonu, swoją drogą - klauzurowego. Nie mam pojęcia, jak to się stało że udało nam się tam zamieszkać i nawet przekopywać ogródek, ale utwierdziło mnie to w ogromnym przekonaniu, że nic nie dzieje się przez przypadek.

Książkę Patryka można przekartkować bez refleksji lub przeczytać i faktycznie zmienić sposób myślenia - wszystko zależy od nastawienia. Dla mnie znalazło się jednak kilka rzeczy, z którymi się nie zgadzałam - przede wszystkim rozumienie pojęcia 'niezależność' (zwłaszcza gdy trzeba prosić obcych ludzi o nocleg czy jedzenie). Na pewno do niektórych kwestii każdy podejdzie indywidualnie i wszystko zależy od nastawienia i poglądów, ale to, czego zdecydowanie mi zabrakło, to uniwersalność. Przecież wśród ludzi niewierzących w Boga też jest mnóstwo osób, które czynią dobro, a często refleksje autora wykluczają takich czytelników z grona odbiorców. Rozumiem że opowieści są nasycone emocjami, szczerością i ogromną wiarą bo książka jest formą świadectwa, ale myślę że mimo hasła przewodniego kościoła ubogiego i dla ubogich, również inny rodzaj wiary miał tu ogromne znaczenie. Wiara człowieka w drugiego człowieka.

Książkę polecam: wszystkim ciekawskim, co tam Patryk napisał; strapionym i szukającym pomocy, osobom wrażliwym, ludziom wątpiącym, każdemu z dobrym serduszkiem, działającym we wspólnotach, wierzącym, potrzebującym motywacji do wewnętrznej przemiany. No i oczywiście tym, którzy chcą dotknąć Boga.

1 komentarze:

Ooo nie słyszałam o tej książce, ale z ciekawości chyba bym do niej zajrzała :)
Pozdrawiam!

Reply

Prześlij komentarz

.