Mama autostopowiczki. Mama-autostopowiczka.

Gdy pewnego majowego wieczoru wymyśliłam, że jutro pojadę autostopem na Litwę, mama spojrzała na mnie przerażona i powiedziała całkiem poważnie: dzwonię na policję.

(to mama, nie ja)

Często miałam głupie pomysły i do niedawna taka groźba miałaby nawet jakiś sens. Ale jako (wtedy 19-nastoletnia) stara koza po prostu nie mogłam już być uznana za nastolatkę na gigancie, dlatego równie poważnie odpowiedziałam, że jestem już dorosła, a do tego dodałam: no mamo, nudzę się w tych Pabianicach. Kiedy mam robić takie rzeczy jak nie teraz?

Rano lało jak z cebra a ja poszłam łapać stopa na drodze w zupełnie innym kierunku, wywołując szydercze uśmiechy i pukanie się w czoło kierowców. Gdy jakimś cudem udało mi dowlec do Suwałk, mama zrozumiała, że nie żartowałam. Kiedy po tygodniu śmiertelnego obrażenia zaczęła się do mnie odzywać, powiedziała: wiesz, ja nie spodziewałam się, że ty tym stopem chociaż do Warszawy dojedziesz. Byłam pewna że zadzwonisz po kilku godzinach i powiesz 'mamo przyjedź po mnie'.

Z każdym kolejnym wyjazdem było już coraz spokojniej. W końcu doszłyśmy do etapu, kiedy mama podchodziła do mapy Europy wiszącej w pokoju na ścianie i po dłuższym zastanowieniu mówiła: a może do Portugalii stopem się wybierzesz? Jedź, tam musi być ładnie!

Często pytacie mnie 'co mama na to'. Na podróże dalsze i bliższe, do państw cywilizowanych i tych trochę mniej, na to że czasem żyję jak włóczęga, czasem prowadzę tira w Rumunii, biegam z 20-kilogramowym plecakiem. Prosicie o jakaś złotą, uniwersalną radę która przekona wszystkich rodziców, że autostop jest spoko. Ale czy tak się w ogóle da? To chyba normalne, że rodzice się martwią. Ja też się martwię, nawet kiedy ktoś mi bliski wraca do domu późnym wieczorem (musicie wiedzieć że łatwiej zarobić kosę w żebra na nocnym spacerze przez Pabianice, niż na wyjeździe autostopowym do Albanii. Nie sprawdzałam, ale tak jest.)

Jestem nieziemsko wdzięczna mamie za ogromny kredyt zaufania, który udało mi się u niej wyżebrać. Grunt to zaczynać powoli, stopniowo i zachowywać wszelkie środki ostrożności. Ale i tak najlepiej dać mamie się przekonać na własnej skórze, że to wcale nie jest takie straszne. Osłupiałam z wrażenia, gdy po powrocie z Maroka usłyszałam: jej, ja to ci w sumie zazdroszczę. Zabierzesz mnie kiedyś na stopa?




I pojechałyśmy. Jeszcze z moim młodszym bratem, bo skoro jesteśmy tak czadową autostopową rodziną, to musimy jechać wszyscy. Łącząc autostop, śmiesznie tanie loty i pociągi troszeczkę legalnie, troszkę na gapę, dotarliśmy do Viareggio - włoskiego miasteczka nad Morzem Liguryjskim.

I tak oto moja mama została prawdziwą backpackerką.


Wszystkiego najlepszego wszystkim mamom!

1 komentarze:

..i tu nasuwa mi się puenta z przygód Koziołka-Matołka oraz reguła fizyki jądrowej ;), że aby dotrzeć naprawdę blisko i głęboko trzeba użyć ogromnych energii :-D

Reply

Prześlij komentarz

.