Poradnik część 7 - policja a autostop, czyli jak uniknąć bycia małym przestępcą.

Widok mundurowych niektórych z nas (na przykład mnie) przysparza o atak paniki. Przed oczami pojawiają się skute kajdankami ręce, bloczki z mandatami na 90 euro, a jeśli zapędzimy się do krajów wschodnich lub muzułmańskich - krzesełko i stół w pustym, ciemnym pokoju. Nie miałam jeszcze przyjemności doświadczyć tych ostatnich, choć od innych podróżników nasłuchałam się o wielu podobnych sytuacjach.

Z doświadczeniem po podróżach w krajach europejskich postanowiłam napisać co nieco, jak to z tą policją bywa. Kto wie - może jak w wakacje wrócę z Zakaukazia, będę mogła opowiedzieć Wam o azerskich aresztach?

Podział jakiego dokonałam nie jest oczywiście zasadą, tylko raczej płytkimi wnioskami wyciągniętymi z moich i nie moich autostopowych doświadczeń. Dlatego proszę nie brać sobie tego do serca, bo na dobrych i złych gliniarzy można trafić wszędzie.

Mieliśmy wątpliwości, czy nie chcą nas podwieźć prosto na komisariat - na szczęście po prostu chcieli pomóc.//Bałkany'12. 


Policja w Polsce.
Autostopowicze spotkać ją mogą na autostradach i drogach ekspresowych, kiedy w najlepsze spacerują lub łapią stopa w niedozwolonym miejscu. Bywa mniej wyrozumiała, niż ta za granicą. Może dlatego, że podróżnicy na obczyźnie mają taryfy ulgowe? Złamanie przepisów ruchu drogowego może się skończyć mandatem, choć mnie to nie spotkało nigdy - chyba mamy za mało autostrad, żeby martwić się takimi rzeczami.
Niewątpliwie jednak polska policja ma specyficzne poczucie humoru. Raz miałam spore wątpliwości, kiedy zaczynałam łapać w miejscu, w którym nie można było się zatrzymywać - a naprzeciwko nas stał radiowóz. Funkcjonariusze jednak nie byli tacy podli, a napiszę nawet, że chcieli być zabawni. Jeden z nich powiedział, że gdyby dalej tak mizernie nam szło, sam by nam łapał stopa. A kiedy dowiedział się, że jedziemy z Łodzi, spytał: 'a z którego morza?'...



Policja czeska i słowacka.
To największe potwory na świecie, zwłaszcza ci drudzy. Do nich po prostu nie dociera, że nie masz pieniędzy i łapiesz stopa na tym pustkowiu już trzecią godzinę. Czepiają się zarówno stopowiczów, jak i kierowców - dlatego część tirowców po prostu boi się zabierać więcej niż 1 osobę do kabiny.


Niemcy i Włochy, Austria.
Właśnie się zorientowałam, że całą tę grupę tworzą państwa, które kojarzą mi się z faszyzmem - i prawdopodobnie policja nadal ma go trochę we krwi! Służbiści - upierdliwi i sztywno trzymający się zasad. Austriacy wypadają z tego grona najprzyjemniej - raz usnęłam, łapiąc stopa na autostradzie, drugi raz z moim towarzyszem podróży sama się wydałam, że jest nas w aucie za dużo. I nie zareagowali!

Niemcy z kolei lubią grozić - już kilka razy kiwali mi palcem, spisywali, mówili, że łapać mogę tylko i wyłącznie na stacjach. Naprawdę w Niemczech odradzam spacerów po autostradach, bo policja w tym kraju zjawia się w mgnieniu oka.

Włoscy gliniarze należą do upartych i wrednych (a do tego są tępi no i nie mówią po angielsku). Kilka razy się z nimi spotkałam, ale nigdy łapiąc stopa - podobno chcą dawać mandaty nawet wtedy, kiedy łapie się na wyjeździe ze stacji. W takich momentach trzeba panów wyśmiać i przenieść się 3 metry obok.


Policja w Rumunii i Bułgarii.
Kojarzycie (w większych miastach) małe Cyganiątka, które wyciągają rękę, drugą szarpią za twoją koszulkę i mówią 'DAJ'? Tak mniej więcej widzę policjantów w tych dwóch państwach. Łapiąc stopa ich nie spotkałam, ale mnóstwo razy zatrzymywano naszych kierowców tylko po to, żeby wyżebrać 2 euro 'na kawę'. Dlatego kiedy spotkacie mundurowych w Rumunii, miejcie pod ręką rozmówki i 'nu am bani'.


Policja na Bałkanach.
Ten akapit jest w stu procentach oparty na moich doświadczeniach, dlatego będę teraz wyjątkowo subiektywna. Kto był w krajach bałkańskich pewnie wie, że króluje tam sielanka i luźna atmosfera. Kiedy łapiesz stopa na autostradzie - przejeżdżająca obok serbska policja pomacha, a nawet zatrzyma się i pogratuluje odwagi. W Grecji na funkcjonariuszy wszyscy trąbili i strasznie mnie to zdziwiło - w Polsce pewnie skończyłoby się to wielką awanturą. Okazało się jednak, że klakson był zaproszeniem dla policjantów na ploteczki, cukierki, coś dobrego do picia (wszyscy stali w korku i się nudzili). Jak pewnie część z Was pamięta, grecka policja łapała stopa za mnie. Turyści w tych krajach mają immunitet i mogą liczyć na pomoc i podwózki. Naprawdę niesamowici, wyluzowani i bezproblemowi ludzie!

'Ja wam zaraz coś zatrzymam. Uwierzcie mi - na moje machnięcie zareagują od razu.'


Policja we Francji.
Tu na szczęście nie mam za dużo do opowiadania - spotkałam ich tylko raz. Doczepili się, bo łapałam na ekspresówce. Zapakowali nas do radiowozu, spisali i wywieźli... na inną ekspresówkę. Cała sytuacja skończyła się dobrze tylko dlatego, że udawaliśmy, że nie znamy angielskiego. Później trochę głupio było tak po prostu spytać o mandat, dlatego musiałam 10 minut sklejać jedno zdanie po francusku. Mimo wszystko zabawa była przednia i udało nam się uniknąć nieprzyjemności - zresztą sami Francuzi innych języków poza swoim raczej nie znają.

Poza opisanymi powyżej, spotkanie z policją miałam jeszcze w Chorwacji. Autostrada i sytuacja dość przykra, bo z niezapłaconym mandatem nie wyjechałabym z tego kraju. Na szczęście udało mi się zagadać tak, żeby skończyło się na pouczeniu.

Mimo wszystko radzę omijać mundurowych - choć kiedy jesteście bardzo zdesperowani i nie łapiecie w zabronionym miejscu - nie bójcie się wyciągnąć na nich kciuka. ;)

Prześlij komentarz

.