Poradnik część 5 - pierwszy wyjazd autostopem.

1. Towarzysz podróży to podstawa!
Jeśli chodzi o płeć - według wielu kierowców ulubione zestawienie to chłopak i dziewczyna, a nie jak wielu myśli - dwie podróżniczki. Sprawdziłam na własnej skórze i muszę przyznać, że zawsze jednak lepiej łapało mi się stopa z chłopakami - bo bezpieczniej, no i wygląda to przyzwoiciej, niż dwie dupeczki w szortach. A poza tym pomoc mężczyzny jest bezcenna, gdy nagle się okazuje, że wzięło się za dużo klamotów i nie ma kto tego dźwigać. Dwóch panów to oczywiście opcja dosyć ciężka - tak przynajmniej mówią moi koledzy. Dlatego jeśli szukamy kompana, zawsze warto zacząć od płci przeciwnej.

2. A w ile osób jeździć?
Standardowo jest to dwójka, choć i 3 osoby dadzą radę. Oczywiście jak dodamy do tych trzech osób trzy wielkie plecaki i namiot, to przeważnie mimo chęci kierowców, do auta po prostu się nie wciśniemy. Podróżowanie bez towarzysza to idealne rozwiązanie dla samotników, choć paniom nie polecam (jeździłam kiedy musiałam, teraz chyba jestem ciut mądrzejsza i bardziej tchórzliwa).
 
3. Jak dobrać towarzysza?
Najpierw pytaj znajomych, później szukaj ludzi losowych - moja mała zasada, którą często łamię (choć zawsze mi to wychodzi na dobre, bo mam farta). Ale jak już mamy spędzać z kimś kilka(naście) dni bez przerwy to lepiej, żeby był to ktoś, kogo znamy i lubimy. Pamiętam jak rok temu pytałam, kto jedzie ze mną stopem - wszyscy pukali się w czoło i mówili, że do reszty mi odbiło (a teraz sami tak podróżują - pozdrawiam!). Jeśli po wielu dniach poszukiwań nadal nie masz towarzysza podróży, odwiedź forum autostopowe (TA zakładka), lub facebook'ową grupę.
Jeśli już bierzemy kompana z internetu, warto wybrać takiego, który coś tam o autostopie wie. Dzięki temu unikniemy wielu irytujących sytuacji - te zaczerpnięte z moich wyjazdów: '-to co robimy? -nie wiem', '-łapiemy tu czy tam? -nie wiem', '-gdzie teraz mamy jechać? -nie wiem'.

4. (co zabrać?)


5. Dokąd jechać?
Jak już pewnie wiecie, czuję wielką niechęć do miast typu Paryż, Wenecja i oczywiście BARCELONA - ale co kto lubi. Jeśli autostop ma być tylko narzędziem do przemieszczenia się pod palmy w słonecznej Hiszpanii, to okej. Jeśli natomiast chcesz odnaleźć frajdę nawet w zwykłym przesiadaniu się z auta do auta czy staniu na poboczu w dzikich okolicach, polecam kierunki rzadziej wybierane przez turystów. Wielu autostopowiczów powtarza, że zachód jest nudny, bo jest cywilizowany - a ja dopiszę jeszcze, że jest drogi i moim zdaniem niekoniecznie bardziej bezpieczny, niż na przykład Bałkany czy Rumunia (w końcu to nie tam kręcą się muzułmanie z maczetami i Murzyni, nie?). Niedługo na blogu uruchomię dział 'Miejsca', w którym pojawią się recenzje różnych ciekawych zakątków. Póki co zachęcam poczytać sobie opinie innych podróżników o poszczególnych państwach - tutaj (ponoć do jazdy po Hiszpanii warto się przygotować psychicznie).

6. Gdzie łapać stopa?
Odpowiednie miejsce to podstawa. Mówi się, że jeśli stoisz w złym miejscu, to na nic się zdadzą chęci kierowcy. I to nie do końca jest prawda, bo czasem łapałam stopa na moście, czasem na zakręcie, nocą w szczerym polu; raz udało mi się nawet zablokować całe rondo, kiedy zgadałam się na CB z kierowcą tira.
Fakt faktem, mądre to nie było, ale czasami po prostu nie ma za dużo opcji do wyboru. Idealne miejsce to takie, gdzie nas widać, auta jadą dokładnie w tym kierunku, który nas interesuje, a przede wszystkim - gdzie kierowca ma miejsce, by się zatrzymać. Mały dekalog wyboru miejsca:
1. Zatoczka, przystanek autobusowy lub pobocze, żeby kierowca mógł się dla nas zatrzymać, nie wywołując przy tym karambolu.
2. Nie za zakrętem, nie na środku drogi, nie w nieoświetlonym miejscu, nie gdzieś na chodniku 5 metrów od ulicy - ma być nas widać, ale przede wszystkim mamy nie dać się rozjechać.
3. Znaków 'zakaz zatrzymywania' i linii ciągłej nie brać sobie za bardzo do serca.
4. Na autostradach i ekspresówkach teoretycznie nie można łapać, ale jeśli to nie są Niemcy czy Włochy, to też polecam ten zakaz olać. Oczywiście może to się skończyć mandatem - tak samo jak rozbicie namiotu w krzakach, jazda na gapę rumuńskimi autobusami czy 90% rzeczy związanych z autostopem. Nie ma ryzyka - nie ma zabawy.
5. ZA skrzyżowaniami i rozjazdami - jak podpowiada logika, tam złapiemy wszystkich, którzy jadą w pożądanym przez nas kierunku.
6. Ograniczenia prędkości, korki i światła drogowe to coś, czego kierowcy nie lubią, ale autostopowicze mogą na tym skorzystać. Oczywiście nie ma co drażnić ludzi pukaniem w szybkę, bo zapewne widok powoli toczących się samochodów przed nimi jest wystarczająco irytujący. Często jednak taka sytuacja daje nam czas do przekonania swoim uśmiechem, że warto nas zabrać.
7. Unikaj szybkich tras - jak ktoś jedzie 240km/h, nie zdąży Cię nawet zauważyć.
8. Wylotówki, wylotówki! Znajdź wylotówkę dla siebie.
9. Jeśli w zasięgu Twojego wzroku nie ma miejsca godnego uwagi, idź przed siebie z tabliczką przypiętą do plecaka. Lepiej przejść kilometr i znaleźć dobre miejsce, niż łapać kilka godzin w złym.
10. Nie wierz we wszystko, co powiedzą miejscowi lub kierowcy. Podchodź do tego z dystansem i ufaj swojej intuicji.


Łapanie na bramkach na autostradzie często w oczach kierowców jest idealnym rozwiązaniem - wszyscy jadą wolno, jest się gdzie zatrzymać. Warto jednak pamiętać, że czasem w pobliżu może się czaić drogówka z bloczkami na mandaty.


Błogosławieństwem są też stacje benzynowe, ale o tym w następnym wpisie - razem ze 'sposobami na łapanie stopa'.

I na koniec:

7. Słów kilka o najsmutniejszym autostopowym błędzie.

Wiele osób ma traumatyczne przeżycia związane ze stopem - jednych zniechęca to do podróżowania, dla innych to zwykła próba sił. Dla niektórych najgorsze wspomnienie to 8 godzin łapania w Chorwacji z 50 innymi uczestnikami ASR, dla mnie - błąd powielany i niestety popełniany przeze mnie często - wjeżdżanie do dużych miast.
Jadąc do Włoch, wybrałam trasę przez Słowację. Zamiast trzymać się autostrady i jechać na południe, niepotrzebnie ucieszyłam się ze złapanego stopa do Bratysławy. Nie miałam nic do roboty w tym mieście, a swój błąd zrozumiałam dopiero wtedy, gdy musiałam przejść je calutkie - aż do wylotówki, która swoją drogą okazała się nieźle pogmatwana. Serdecznie odradzam pchania się do wielkich miast, bo wyjechanie z nich zabiera później pół dnia albo i cały.

Druga część niebawem!

Prześlij komentarz

.