Najpierw pomyśl, potem mów. (część 12)

I naprawdę to miejsce do łapania stopa dostało na hitchwiki 4 gwiazdki?! Jest całkiem beznadziejne. Obwodnica, nasza ostatnia nadzieja, ma chyba z 6 pasów, przy czym na ostatnim czai się policja. Desperacko zaczynamy machać i od razu widzę auto, które zjeżdża w naszą stronę. A nie, zaraz... ono jedzie prosto na mnie! Dwóch młodych Turków hamuje kilka metrów przede mną, a ja prawie umieram na zawał. No bardzo śmieszne! Choćby jechali do samego Wrocławia, za nic tam nie wsiądę. Kolejni kierowcy albo nie rozumieją ani pół słowa po angielsku, albo wyglądają tak, jakby chcieli nas pociąć w lesie, albo jadą w tyle osób, że muszą być głupi, skoro chcą zabrać dodatkowe dwie osoby z plecakami.

Jest też jedna muzułmanka całkowicie owinięta chustami, która macha nam z radością i najwidoczniej namawia męża, żeby zjechał. Odpycha ją, przyspiesza i przejeżdża obok.

Jesteśmy coraz bardziej wkurzeni na siebie nawzajem, na deszcz, na Turków, którzy nie znają żadnego języka obcego. Przechodzimy kawałek do przodu i łapiemy przy jakimś punkcie ważenia aut. Od razu wybiega kilka zaciekawionych osób w żółtych kamizelkach - pracowników całej tej budy. Początkowo ich ignoruję bo mam wrażenie, że chcą nam narobić kłopotów, jednak po rozmowie Michał uznaje, że damy radę wprosić się do środka. Wchodzimy przemoczeni do niewielkiego budynku, siadamy i od razu zostajemy poczęstowani herbatą. Przytulam się do grzejnika i suszę rzeczy. Taka mała rzecz, a tak cieszy.

Mężczyźni którzy nam pomogli ważą kontrolnie tiry. Obiecują, że będą pytać każdego kierowcę, czy może nas zabrać w stronę Bułgarii. W tym czasie jeden z pracowników, który umie coś powiedzieć po angielsku, wypytuje o naszą podróż. Ochoczo opowiadamy, co spodobało nam się w Turcji. I wtedy przychodzi mi do głowy bardzo zły i bardzo głupi pomysł.

Postanawiam pochwalić się znajomością swojego tureckiego. Mówię dwa zdania, których nauczyła nas Egzi z Canem. Pamiętacie jak pisałam o tym, że nie znam ich tłumaczenia? Dziś zostałam uświadomiona, o co chodziło. Odruchowo na początku zaczęłam się śmiać, ale później zdałam sobie sprawę z tego, dlaczego po pierwszym zdaniu Turek z którym rozmawiałam, zaczął się rumienić i dziwnie uśmiechać...

Skopiuję wiadomość, którą dostałam od jakiegoś Turka z CouchSurfingu:

'Now the meaning of the sentence: Dipçik gibisin maşallah.....You can have two different meaning.
One is normal meaning:
YOU ARE VERY STRONG AND ENERGIC, GOD SAVE YOUR BODY.

The second meaning can be a little bit slang:
There is a relationship between a rifle's wooden part and an erected penis.so meaning is like that.

YOU ARE VERY HARD AND POWERFULL LİKE AN ERECTED PENİS..


The second sentence: "Hoşgeldiniz amcıklar". First of all, this is very bad word. It is not good on a lady's mouth.Because AMCIK is a slang word: PUSSY (Vaginae)
So meaning is like this:
HEY PUSSIES, WELCOME. :((

Finally.... Please don't use these sentence. it is not good for a young lady. But maybe you can use the first one. When you saw a turkish who is energic and strong, you can say....Dipçik gibisin maşallah. :))'

Jak ja mogłam powiedzieć coś takiego facetowi po 40-tce?!


Jedziemy do Iranu.
W końcu mamy stopa! Podobno do samej Bułgarii, czyli na jakieś 200-250 kilometrów. Dziękujemy za pomoc i wskakujemy do niewielkiej ciężarówki. Kierowca - młody Turek - patrzy na nas trochę z przerażeniem, chyba wcale nie ma ochoty na zabranie autostopowiczów. W tym momencie mało mnie to obchodzi i rozsiadam się w fotelu, susząc przemoczone skarpetki. Może i to niegrzeczne, ale naprawdę mam już dość wrażeń na dzisiaj.




Mkniemy obwodnicą i nie mogę uwierzyć, że w końcu wyjeżdżamy ze Stambułu.

Może i ta odrobina niedowierzania jest dobra, bo zmniejszy rozczarowanie, które spotka mnie za parę minut...

Prześlij komentarz

.