Mikołaju, nie wyrzucaj mojego listu do kosza.

Święta Bożego Narodzenia minęły już dawno - w lodówce nie ma już babcinych pierożków, zniknęła choinka na pół pokoju, tylko trochę brzucha nam po świątecznym obżarstwie zostało. Studenci płaczą przed sesją, markety już przygotowują wielkanocne gazetki. Jest jednak ktoś, kto z pewnością cały czas wspomina grudniową wizytę Mikołaja.

***
Wpis powstał w styczniu 2015 roku, to znaczy po 3. edycji zbiórki. Teraz, gdy go edytuję, mamy rok 2016 - znowu chciałabym napisać podsumowanie (czwarta edycja), napisać jak bardzo Wam dziękuję i jak bardzo chciałabym, żeby to dobro poszło dalej. Uświadomiłam sobie jednak, że prawie wszystko co chciałam powiedzieć powiedziałam już rok temu, dlatego opis najświeższej edycji zamieszczę jako dopisek do tego, co powstało poprzednio.

Podsumowanie najnowszej akcji znajduje się na samym dole wpisu!

Edycja trzecia - Boże Narodzenie 2014.
W połowie listopada zrobiłam mały rachunek sumienia i przymiarki do podsumowania roku. Wszystko na szczęście w normie, zwłaszcza podróżniczo: za półdarmo - autostopem - zwiedziłam między innymi Islandię i Maroko. Nikt mnie nie zabił, kierowcy nas wozili, zapraszano nas na darmowe obiadki i noclegi. Bomba. Czasem jednak obije nam się o uszy, że 'dobro powraca'. Więc może by tak je komuś oddać albo puścić dalej w świat, by się mnożyło?


Mam dobre serduszko
Historia tego skąd w mojej głowie wziął się pomysł na akcję mikołajową jest długa, więc nie będę przynudzać. Tak czy siak, 4 lata temu razem z moją Magdą S. rzuciłam w szkole hasło: 'Zostań Świętym Mikołajem!', a w tym roku dobrnęliśmy już do trzeciej edycji. Idea była taka, żeby jak najwięcej osób przyniosło cokolwiek, co przyda się do paczek dla najbiedniejszych dzieciaków - podopiecznych grup wolontariuszy, dzieci z Domu Dziecka czy świetlicy środowiskowej. Jeden przyniósł batona za 90 groszy, drugi przyniósł pudło czekolad. Nieważne ile kto dał, ważne, ile dało osób. Raz w roku można zrobić coś dobrego, a przez -2zł nie zubożejemy.

Po co?
Być może zastanawiacie się, jaki związek mają biedne dzieci, przeciętna studentka i blog o autostopie. Być może żaden. Ja jednak mam w tym swoją filozofię i postanowiłam się nią podzielić, bo skoro dużo osób to czyta i jestem waszą autostopową matką, to możecie raz posłuchać mojego ględzenia.

Kiedyś jechaliśmy stopem z absolutnie szurniętym Serbem - wiózł w swoim czinkłoczento beczki z jakąś cuchnącą trucizną, prowadził kolanem bo łapami musiał gestykulować, gadał jakieś pierdoły. Opowiadał o tym, że właśnie oglądał film 'The Hitchhiker' i panicznie boi się zabierać autostopowiczów. 'Dlaczego nas zabrałeś?' - pytamy więc zdziwieni, tym bardziej, że była ciemna noc. 'Nie wiem. Ale oglądałem też film Podaj dalej i myślę że jak wam teraz pomogę, to wy poczujecie się zobowiązani żeby komuś też pomóc. A do mnie dobro też kiedyś wróci'.

Nie wiem czy wtedy miało to dla mnie sens, bo byłam koszmarnie śpiąca i zmęczona. Poza tym żeby oddać całe to dobro za te wszystkie przejechane autostopem kilometry, za tę całą życzliwość, żarcie, noclegi, pieniądze (!) i wszelkie szczęście którego mi nie brakuje, musiałabym chyba zostać drugą Matką Teresą. Tak czy siak po jakimś czasie postanowiłam spróbować coś zrobić dla innych i uśmiechem od ucha do ucha muszę powiedzieć głośno: udało się.


Byliśmy Mikołajami
Dlaczego w tej edycji zdecydowałam, że pomożemy dzieciom ze szkolnej świetlicy? Bo domy dziecka mają sponsorów, schroniska wolontariuszy, a takim przeciętnym uczniem podstawówki który nie ma nawet zimowej czapki nikt się nie interesuje. Bo takich dzieci z tatą alkoholikiem czy mamą bez pracy jest od cholery, a przecież te dzieciaki nie są niczemu winne. I właśnie dlatego kilkunastu uczniów pewnej pabianickiej podstawówki napisało Świętemu listy.

Gdy dostałam te karteczki, załamałam się. Chciałam odwołać całą akcję, skasować wydarzenie z Facebooka i odpisać tym dzieciom w imieniu Świętego Mikołaja, że wcale nie istnieję i nic nie dostaną. Prosząc o listy miałam cichą nadzieję, że dziecko A poprosi o książkę, dziecko B o farby, a dziecko C o czekoladę. Nie przewidziałam jednego - dziecko zapytane 'jakie masz gwiazdkowe marzenie' nie będzie myślało o tym, że ma się zmieścić w 20 złotych, bo przecież Mikołaj nie istnieje a prezenty robią biedni studenci. Nie. Dziecko zapytane o jego marzenie, napisze swoje marzenie.


Na kartkach pojawiły się rzeczy przeróżne. Od absolutnych podstaw - zimowa czapka, ładne ubranka, aż po zestaw Lego za 350zł. Robiąc kosztorys tych prezentów uznałam, że nie ma szans. I wtedy pojawiliście się wy.

Przelewy, zaangażowanie, pytania. Zapraszanie do wydarzenia znajomych, rozpowszechnianie akcji, namawianie kolegów z grupy na studiach, współlokatorów. W ciągu niecałego miesiąca codziennie umawiałam się z kilkoma osobami chętnymi coś przekazać, zbierałam od Was paczki ze słodyczami, książki, ubrania, zabawki, zdalnie sterowane autka. Doczołgiwałam się do domu obładowana reklamówkami. Dostałam nawet misia większego ode mnie. W końcu rzeczy przestały się mieścić w pokoju. A na koniec Małgosia z jej kołem naukowym z Politechniki Krakowskiej wybudowała olbrzymi domek dla lalek.


Dziewczyny z Krakowa i ich domek


Jako pełnowymiarowy pasażer, w aucie musiał być przypięty pasami

Rzeczy było tak dużo, że zamiast 14 wybranym ze świetlicy dzieciakom, paczek zrobiliśmy prawie 40.


Dobra karma nakarmiona
To nie jest tak, że nie stać nas na pomaganie finansowo. Nie stać nas mentalnie. Mimo gigantycznego zainteresowania akcją, z pewnością ciężko było się włączyć. Ciężko jest przekazać coś jakiejś obcej dziewczynie, ciężko jest wydać swoje pieniądze wtedy, kiedy nie za bardzo wiemy, komu dokładnie pomagamy. Ciężko jest oddać czekoladę, bo przecież 'wszyscy jesteśmy biednymi studentami'. Ciężko było się włączyć w akcję 'bo skoro już 150 osób bierze w tym udział, to ja już nie muszę'.

A jednak znalazło się mnóstwo fantastycznych osób, które wierzą, że to ma sens. Że takie dzieciaki może kiedyś przekażą dobro dalej.

My nie mamy pojęcia jak te dzieci wyglądają i prawdopodobnie nigdy ich nie zobaczymy, a one nigdy się nie dowiedzą, od kogo dokładnie dostały te prezenty. Czy to nie jest iście mikołajowe? Z tego co pamiętam, Mikołaj też rozdawał te prezenty 'po kryjomu'. Ciężko było się tak poświęcić jeśli ten prezent szedł w ciemno ale wystarczy odrobina wyobraźni żeby zobaczyć nieziemsko szczęśliwe dziecko, które właśnie dostało taki prezent. Prezent, jakiego nigdy nie miało i być może już nie będzie mieć.


Do zobaczenia za rok!
Już teraz wiem, że przed kolejną Gwiazdką zorganizuję taką samą akcję. Zrobiliśmy kawał dobrej roboty i rozdaliśmy dzieciakom mnóstwo uśmiechów. Jeśli wyrośliście już z 'magii świąt' to powiem Wam, że nigdy nie czułam się bardziej świątecznie niż gdy pakowałam te prezenty. Otrzymane od nieznajomych - dla nieznajomych. Czy tak właśnie działa Mikołaj?
Dziękuję Kubie i Magdzie za pomoc w organizacji, Małgosi za domek, Kubie za kosmicznego misia, a przede wszystkim KAŻDEMU, KTO WZIĄŁ CZYNNY UDZIAŁ W AKCJI. Jesteście genialni!

Na zakończenie chciałam wszystkim autostopowiczom (tym, którzy w opinii złośliwych ludzi 'żerują na kierowcach i innych ludziach') poradzić - fajnie czasem zrobić coś dobrego. Nawet na zapas. Bo przecież wróci.



Edycja czwarta - Boże Narodzenie 2015.
Poprzeczkę postawiliśmy sobie wysoko. Czasu było mało, bo pisałam pracę inżynierską, a na początku grudnia leciałam na Kanary. Na szczęście z Waszą pomocą wszystko znowu poszło sprawnie. Mimo że paczki były przeznaczone dla dzieci z Pabianic i pewnie większość z Was nawet nie wie, gdzie to jest, zaryzykuję stwierdzeniem, że prezenty robiła cała Polska. Chciałabym w szczególności podziękować Antkowi za zbiórkę w Krakowie, panu Antoniemu, wujkowi Antka - za ogromną pomoc przy zakupie przyborów szkolnych i zabawek dla dzieci; Magdzie która odbierała rzeczy w Łodzi, każdemu kto włączył się do akcji - czy to przelewem, czy przyniesieniem rzeczy, czy choćby promocją wydarzenia na Facebooku. W szczególności chciałabym napisać ludziom z Wrocławia, że Was kocham - to Wy jak zwykle pobiliście rekord!

Paczek udało się zrobić tak dużo, że obdarowaliśmy ponad 80 dzieci - tych najbiedniejszych, ze szkół w Pabianicach: SP5 i SP8 oraz podopiecznych Grupy Wolontarystycznej Agrafka.

Nie lubię się powtarzać a pisałam to już rok temu i nic się nie zmieniło, ale pewne słowa będą prawdziwe zawsze - cieszę się, że są tacy ludzie jak Wy. Tacy, którzy nie są obojętni i nie wstydzą się dać czegoś od siebie.


 Rzeczy zebrane jednego dnia - a takich dni było dużo!
 Tyle Star Wars i Frozen!
 "Jest na świecie tyle rzeczy, za które nie można zapłacić żadnymi pieniędzmi,
tylko radością, pamięcią i słowem: DZIĘKUJEMY"

Może to brzmi banalnie, bo ciężko opisywać takie rzeczy. Trochę brakuje słów a w ścianie tekstu ciężko oddać emocje, ale po rozdaniu prezentów dzieciom miałam łzy w oczach. Trochę nie chciałam tego robić, bo wbrew pozorom bycie w centrum zainteresowania mnie krępuje. Ale kiedy przyszło co do czego, opowiedziałam dzieciom co nieco o tym, że warto być dobrym - i oczywiście zadałam im pracę domową na cały rok, żeby trochę uśmiechu przekazały dalej komuś, kto będzie w potrzebie. Po naszej 'godzinie lekcyjnej' kilkoro dzieci podeszło do mnie i... przytuliło się. Po prostu. Do dziewczyny której nie znają, prosząc żebym podziękowała Mikołajowi w którego wierzą. Oddając po kilka cukierków ze swoich paczek i mówiąc, żebym przekazała to Świętemu, bo pewnie też lubi galaretki w czekoladzie. I prosząc, żebym przekazała mu po fińsku 'Wesołych Świąt'.

Dziękuję Wam za włączenie się do akcji. Widzimy się za rok! :)

Prześlij komentarz

.