Sveti Stefan, mój raj na Ziemi. Autostopowa integracja - Czarnogóra, część 8.

Po nocy spędzonej w Budvie w Slovenskiej Plazie umawiamy się z Elą i Marcinem - kolejną parą autostopowiczów z naszego forum. Kąpiemy się w morzu, które po wczorajszej burzy wita nas olbrzymimi falami, opalamy się - pogoda jest już idealna. Pijemy piwa w parku, a po południu jedziemy do miejscowości Sveti Stefan - najlepszego ze wszystkich miejsc, w których kiedykolwiek byłam.

Decydujemy się spać na plaży, podkradamy kilka leżaków z wygodnymi materacami, zakopujemy się w śpiworach (wieje!). W oddali nad spokojną taflą wody widzimy błyski. O 22. dociera Agnieszka z Adrianem - i rozpoczynamy integrację. Opowiadamy o swoich podróżach, którędy jechaliśmy, pijemy najtańsze z najtańszych piw (dwulitrowe, z plastikowej butelki) oraz delektujemy się rakiją domowej roboty - jest mocniejsza, niż mi się wydawało!

Kiedy powoli zaczynam się pokładać, słyszę zarzuty, że już usypiam. Proponuję więc jeden z dziwniejszych alko-specerów i po chwili wbiegam z Adrianem i Damianem do morza.

Rano trzęsę się z zimna, bo nieziemsko wieje. Korzystam z plażowych pryszniców i przyglądam się 2 chłopakom z plecakami, którzy rozłożyli obozowisko niedaleko nas i wyglądają tak samo biednie. Na pewno przyjechali tu stopem. Na pewno są z Polski.

Nasze przypuszczenia potwierdzają się - grupa powiększa się do 8 osób. W południe rekreacyjnie opływamy całą wyspę 'spokojną żabką'. Właściciele pobliskiego baru przy plaży pozwalają nam przenieść się na białe, wiklinowe krzesełka, mamy nawet dostęp do prądu, a przy dużym szczęściu z wyspy można było złapać wifi.

znalezione na plaży. :)
Wieczorem przyjeżdża ostatnia dwójka - Diana i Tomek. Druga integracja obejmuje już 10 osób, a oto poranek po imprezie:

Wracajmy przez Serbię!
Poniedziałkowy poranek dla mnie i Damiana to pierwszy dzień drogi powrotnej.
Przed wyjazdem jeszcze raz spaceruję wzdłuż plaży i zachwycam się tym niezepsutym turystyką miejscem.
wyspa do znudzenia - tym razem z drugiej strony.
Umawiamy się, że będziemy jechać przez Serbię - i jak na złość łapiemy stopa do Bośni. Wsiadamy!
Włoska rodzina z którą jedziemy uwielbia podziwianie widoków, dlatego co 10 kilometrów zatrzymujemy się tylko po to, żeby popatrzeć na morze, zrobić zdjęcie, ewentualnie przejść się po okolicy.
okazuje się, że nawet rudera może być warta uwagi.

Chorwacja. I pomyśleć, że jedyne co wtedy siedziało w mojej głowie to: 'nie, proszę, tylko nie znów Dubrovnik'.
Mając 10 stopni za oknem ciężko mi to pisać.

Jemy razem śniadanie przy całkiem niezłych widokach.

Niestety, droga biegnie przez 4 granice (Bośnia jest 'wcięta' w Chorwację, więc najpierw wjeżdżamy do Chorwacji, później kawałek Bośni i znowu Chorwacja. I znowu Bośnia).

Przejeżdżając przez granicę czarnogórsko-chorwacką natrafiamy na wyjątkowo wynudzonych celników. Po włosku pytają, czy przewozimy alkohol i papierosy, nie odzywamy się słowem o naszych 'pamiątkach'. Bo przecież jak zaczną przeszukiwać, to nie skończą. Siedzimy cicho, poker face, a wtedy kierowca mówi, że ogólnie to jadą z Albanii. Pada komenda 'wysiadać' i rozpoczyna się najbardziej stresujące przeszukanie, jakie kiedykolwiek mi zafundowano (zauważyłam, że w innych bałkańskich krajach Albania kojarzy się z mafią, przemytem i złem w każdej innej postaci). Moja owinięta w bluzę rakija umyka uwadze strażników, ale Damian nie zaszył swojej aż tak dobrze. Przestajemy udawać że nie znamy angielskiego i tłumaczę, że przecież pół litra wódki przewieźć można. Pan jest jednak wściekły za to, że go okłamaliśmy. Stosuję najgłupsze wytłumaczenie jakie mogłam wymyślić na szybko: nie zrozumieliśmy pytania, bo przecież mówili po włosku. Nie żeby słowo 'alkohol' brzmiało tak samo w prawie każdym języku.

Najlepsza część przeszukania to grzebanie w moim plecaku. Początkowo reaguję zażenowaniem, kiedy jeden ze strażników bierze moją kosmetyczkę i bezczelnie przegląda całą jej zawartość. Triumf odnoszę jednak, gdy drugi wyjmuje mokrą reklamówkę. Od razu twierdzi że 'coś znalazł' i niczym na przesłuchaniu pyta mnie 'CO TO JEST?'. Początkowa panika przeradza się w radość, wyjmuję mokry stanik, w którym rano pływałam w morzu, i macham nim przed twarzą celnika. Cały czerwony zaczyna mnie przepraszać i tłumaczyć się, że wcale nie chciał...

Prześlij komentarz

.