Budva, czyli kocham Czarnogórę -, część 7.

Budvy ciąg dalszy - 14.09.2012

Przy samej plaży znajdujemy budynek, który zgodnie uznajemy za alternatywne miejsce na nocleg.
Znajdujemy tam nawet internet!

Jak przed każdym luksusowym hotelem znajduje się plac zabaw:


W okolicy znajdujemy też elementy paryskie - miniaturkę wieży Eiffla:


A nawet rybaków:


I napisy, dzięki którym czuję się jak w domu.


Ale i tak wygrywa degustacja wina!



Rasowy wandal.




A przed Wami Slovenska Plaza, która za chwilę odegra bardzo ważną rolę!


Do końca dnia pogoda jest w kratkę - kiedy w końcu wracamy na stację i planujemy rozłożyć śpiwory w kawiarni, okazuje się, że przyszła druga zmiana i nasze przemiłe panie skończyły pracę. Pan który je zastąpił nie ogarnia angielskiego i szybko nas wyrzuca, nie rozumie nawet, że nasze plecaki są w pokoju dla pracowników i MUSIMY tam po nie wejść.

Jest 23, zaczyna się ulewa i burza, a my znowu jesteśmy bez dachu nad głową. Nie jest łatwo być bezdomnym.

Spacerując po Budvie odkryliśmy tajemniczy kompleks budynków nazwany: Slovenska Plaza. Internet mi mówi, że to hotel, więc domyślam się, że spaliśmy po prostu w wielkiej recepcji. Z początku nieśmiało wchodzimy do pomieszczenia z białymi kanapami i dostępem do wifi, jednak kiedy obok nas rozgaszczają się inni żule, bez skrępowania wyjmuję śpiwór i wiążę sznurkami dorobek swojego życia.



O 3. w nocy budzi mnie film o amerykańskich komandosach emitowany na wielkim telewizorze wiszącym nad naszymi głowami. Mało strategiczne miejsce, a zabieg był chyba celowy - pracownicy recepcji pogłosili film po to, żeby nas w subtelny sposób zniechęcić do drzemki i wyrzucić. Przewracam się na drugi bok - przecież mnie się nie da wybudzić!

Prześlij komentarz

.